Uczysz się i nie widzisz postępu? Pięć oznak, że twój rozwój to iluzja
Kupiłeś (lub kupiłaś) kolejny kurs na Udemy. Dwudziesty, może dziesiąty w tym roku. Ukończyłeś może trzy. Ta znajoma mieszanka ekscytacji podczas klikania "kup teraz" i przytłoczenia gdy patrzysz na listę niezakończonych kursów w zakładce "moja nauka". Może to brzmi znajomo. Może rozpoznajesz ten wzorzec gdzie zakup daje ci więcej satysfakcji niż faktyczne przejście materiału.
Problem nie leży w lenistwie. Nie brakuje ci motywacji ani dyscypliny. Masz przeciwnie, masz jej aż za dużo, ale skierowanej w złym kierunku. Konsumpcja treści rozwojowych stała się substytutem rzeczywistego rozwoju. Twój mózg nie rozróżnia między zamierzeniem nauki a faktyczną nauką. Dostaje zastrzyk dopaminy już w momencie zakupu kursu, zapisania książki na liście do przeczytania, zapisania się na webinar. Czujesz się produktywny zanim cokolwiek zrobiłeś.
To zjawisko ma swoją nazwę w psychologii, ale ważniejsze od etykiety jest rozpoznanie go w swoim życiu. Oto pięć sygnałów ostrzegawczych że twój rozwój osobisty stał się iluzją aktywności zamiast faktycznego postępu.
Pierwsza oznaka: Twoja biblioteka rośnie szybciej niż twoja wiedza
Masz pięćdziesiąt książek o produktywności na półce. Przeczytałeś może dziesięć. Z tych dziesięciu wdrożyłeś techniki z dwóch. Ale wciąż kupujesz kolejne, bo ta najnowsza obieca inny kąt, świeższe podejście, lepszą metodę. Sam akt dodania książki do koszyka daje ci poczucie że robisz coś konstruktywnego dla swojego rozwoju.
Prawdziwa nauka wymaga konfrontacji z materiałem. Wymaga zatrzymania się na trudnym fragmencie i przemyślenia go zamiast przeskoczenia do następnego rozdziału. Wymaga testowania teorii w praktyce zanim przejdziesz do kolejnej. Kolekcjonowanie treści rozwojowych to nie to samo co rozwój. To jego najwygodniejszy substytut, który pozwala ci czuć się zajętym rozwojem bez faktycznego dyskomfortu zmiany.
Sprawdź swój Kindle, swoje zakładki YouTube, swoje zapisane posty na LinkedIn. Ile z tego faktycznie przeczytałeś, obejrzałeś, przeanalizowałeś? A teraz ile faktycznie wykorzystałeś w swoim życiu? Różnica między tymi liczbami to miara iluzji rozwoju. Im większa przepaść, tym bardziej konsumpcja zastąpiła ci implementację.
Druga oznaka: Uczysz się tych samych rzeczy w kółko
Zapisujesz się na kurs zarządzania czasem mimo, że trzy lata temu ukończyłeś inny kurs o tym samym. Kupujesz książkę o nawykach choć masz już cztery na półce, które mówią w zasadzie to samo innymi słowami. Oglądasz kolejny talk TED o znalezieniu swojej pasji mimo, że widziałeś już dziesiątki mówiące dokładnie tę samą rzecz w różnych wersjach.
To nie przypadek. To mechanizm obronny. Kiedy materiał jest znajomy, możesz przejść przez niego szybko, poczuć że coś robisz, zanotować kilka cytatów w notatniku i uznać to za produktywny wieczór. Nie musisz zmierzyć się z czymś naprawdę nowym, co wymaga wysiłku zrozumienia. Nie musisz wyjść poza swoją strefę komfortu. Uczysz się rzeczy które już znasz, bo daje ci to złudzenie postępu bez ryzyka porażki.
Faktyczny rozwój zaczyna się tam gdzie kończy się znajome. Zaczyna się w momencie gdy czytasz coś i myślisz "nie rozumiem, muszę to przemyśleć" zamiast "aha, tak, to znam". Prawdziwa nauka jest niewygodna. Jeśli twój rozwój osobisty jest przyjemny i bezbolesny, prawdopodobnie tylko potwierdzasz to, co już wiesz, zamiast ekspandować poza swoją obecną mapę rzeczywistości.
Trzecia oznaka: Twoja lista umiejętności do nauki ciągle rośnie
Otworzyłeś sobie notatnik albo dokument, gdzie trzymasz listę rzeczy do nauczenia się. Pięć lat temu miałeś tam dwadzieścia pozycji. Dziś masz sto pięćdziesiąt. Dodajesz nowe szybciej, niż skreślasz ukończone. Ta lista nie jest narzędziem planowania, stała się katalogiem lęków. Każda nowa umiejętność, którą odkryjesz u kogoś innego, ląduje tam jako kolejny dowód, że jesteś za sobą, że nie nadążasz, że świat wymaga od ciebie wszechstronności, której nigdy nie osiągniesz.
Problem nie leży w samej liście. Problem leży w tym, że traktujesz wszystkie pozycje jako równie ważne. Hiszpański stoi obok Pythona obok medytacji obok analizy finansowej obok public speaking. Nie ma priorytetu, nie ma kontekstu, nie ma odpowiedzi na pytanie, dlaczego ta konkretna umiejętność ma sens w kontekście twojego życia. Jest tylko rosnący katalog niedoborów.
Ludzie którzy faktycznie się rozwijają, mają odwrotny problem. Ich lista się kurczy, bo stają się coraz bardziej selektywni. Rozumieją, że głębia w trzech obszarach daje więcej, niż powierzchowność w trzydziestu. Wiedzą czego NIE będą się uczyć, bo widzą, że nie służy ich celom. Mają odwagę powiedzieć "to może być ciekawe, ale nie dla mnie teraz". Twoja rosnąca lista to przejaw braku tej odwagi.
Czwarta oznaka: Nie potrafisz odpowiedzieć, czego się nauczyłeś ostatnio
Ktoś na spotkaniu towarzyskim pyta cię "nad czym ostatnio pracujesz, czego się uczysz?". Zamierasz na moment. Myślisz intensywnie. Widzisz wszystkie te kursy, książki, artykuły z ostatnich tygodni. Ale konkretnej odpowiedzi nie masz. W końcu wyrzucasz z siebie jakieś ogólniki, w stylu "rozwijam się w obszarze produktywności" albo "interesuję się tematem przywództwa". Ale nie potrafisz powiedzieć jednej konkretnej rzeczy, której się nauczyłeś i którą zacząłeś stosować.
To jest brutalna weryfikacja. Jeśli nie potrafisz wyartykułować czego się nauczyłeś, prawdopodobnie się nie nauczyłeś. Prawdziwa nauka tworzy konkretne punkty zaczepienia w pamięci. Potrafisz powiedzieć "nauczyłem się techniki Pomodoro i odkryłem, że moja najlepsza koncentracja jest między dziesiątą a dwunastą rano". Potrafisz powiedzieć "zrozumiałem że większość moich konfliktów w pracy wynika z niedopowiedzeń, nie ze złej woli". Prawdziwa nauka ma kształt, ma szczegóły, ma konsekwencje w zachowaniu.
Konsumpcja treści rozwojowych bez uczenia się, to jak jedzenie bez trawienia. Przechodzi przez ciebie nie pozostawiając śladu. Za tydzień nie pamiętasz, co było w tym kursie. Za miesiąc nie pamiętasz nawet, że go robiłeś. Jedyny ślad to wpis na liście ukończonych i lekkie poczucie niezadowolenia, że mimo całego tego wysiłku, nic się w twoim życiu nie zmieniło.
Piąta oznaka: Zawsze szukasz lepszego systemu, zanim wdrożysz obecny
Właśnie odkryłeś metodę zarządzania zadaniami, która brzmi obiecująco. Getting Things Done albo Bullet Journal albo system Notion. Czytasz o niej wszystko, oglądasz tutoriale, przygotowujesz swoje środowisko. Zanim zaczniesz faktycznie z niej korzystać, słyszysz o innej metodzie. Ta brzmi jeszcze lepiej. Ma lepsze recenzje, więcej influencerów ją promuje, bardziej pasuje do twojego stylu życia. Porzucasz poprzednią zanim dałeś jej szansę i zaczynasz od zera z nową.
Ten cykl się powtarza co kilka tygodni. Zbierasz systemy jak ktoś inny zbiera znaczki. Ale nigdy nie dajesz żadnemu szansy zadziałać, bo to wymaga przejścia przez fazę niezgrabności. Każdy nowy system przez pierwsze dwa tygodnie jest niewygodny. Musisz pamiętać o nowych krokach, przyzwyczajać się do nowych nawyków, tolerować, że jest wolniej, niż chaos którego używałeś wcześniej. Większość ludzi rezygnuje właśnie w tym momencie i szuka kolejnego "lepszego" systemu.
Prawda jest brutalna: nie ma idealnego systemu. Jest tylko wystarczająco dobry system, którego faktycznie używasz konsekwentnie przez wystarczająco długo, żeby stał się drugą naturą. Perfekcjonizm w poszukiwaniu idealnego rozwiązania jest najczęstszą formą prokrastynacji rozwojowej. Wybierz coś, co wygląda sensownie, daj temu trzy miesiące, zanim ocenisz czy działa i przestań obsesyjnie szukać alternatyw.
Co z tym fantem zrobić?
Jeśli rozpoznałeś w sobie trzy lub więcej z tych wzorców, masz problem. Twój rozwój osobisty stał się rytuałem bez substancji. Dobre wieści są takie, że to da się naprawić, ale wymaga fundamentalnej zmiany podejścia.
Zamiast zbierać więcej treści, zacznij od zmapowania tego, co już masz. Jakie książki kupiłeś i nie przeczytałeś? Jakie kursy zacząłeś i nie ukończyłeś? Napisz to wszystko. Teraz zadaj sobie pytanie o każdej pozycji: dlaczego to kupiłeś? Co chciałeś dzięki temu osiągnąć? Zobaczysz wzorce. Część z tych rzeczy kupiłeś impulsywnie, bo wyglądały dobrze na moment. Część kupiłeś, bo wszyscy o tym mówili. Bardzo niewiele kupiłeś, bo rzeczywiście służyło konkretnemu celowi w twoim życiu.
Teraz weź te nieliczne pozycje, które faktycznie mają sens w kontekście tego, kim chcesz być i co chcesz osiągnąć. Wybierz JEDNĄ. Nie trzy, nie pięć. Jedną. Przejdź przez nią do końca. Wdróż jedną konkretną rzecz z niej. Przetestuj to przez miesiąc. Dopiero potem idź dalej. To będzie frustrująco wolne na początku. Zobaczysz dziesięć innych błyszczących możliwości i będziesz kusił się, żeby skoczyć. Opieraj się. Głębia w jednym obszarze da ci więcej, niż powierzchowność w dziesięciu.
Jeśli chcesz systematycznie podejść do mapowania swojego rozwoju, stworzyłem przewodnik, który przechodzi przez Model Trzech Orbit kompetencji. To framework, który pomaga odpowiedzieć, co jest absolutnie konieczne do nauczenia się teraz, co jest ważne ale może poczekać i co jest tylko nice-to-have. Pokazuje też siedem metod, jak sprawdzić czy faktycznie się uczysz, czy tylko konsumujesz treści. Więcej szczegółów na jego temat, możesz znaleźć tutaj: Zeszyt 7 - Rozwój.
Ale niezależnie, czy sięgniesz po ten konkretny zasób czy nie, kluczowa zasada pozostaje ta sama. Rozwój to nie jest hobby, polegające na konsumpcji inspirujących treści. To proces konfrontacji z tym, czego nie wiesz, uczenia się tego, implementacji w życiu, weryfikacji czy działa i dopiero wtedy przejścia dalej. Wolny, niewygodny, pełen momentów gdy czujesz się głupio, bo czegoś nie rozumiesz. Ale to jedyny rodzaj rozwoju, który faktycznie zmienia twoje życie, zamiast tylko zajmować twój czas.

Komentarze
Prześlij komentarz